Iwona Kmita

Matka, żona, redaktorka.

Wystarczy woda i mydło – radziła Filipinka

Dziś niespodzianka – zabawny felieton mojej przyjaciółki Ani Mazurkiewicz, wieloletniej naczelnej pisma „Filipinka”. Felieton o higienie i pielęgnacji ze świetnymi cytatami z „Filipinki”. Poczytajcie dla przyjemności w przedświątecznym ferworze.

Jedyne w PRLu, ba, nawet w całym socbloku, pismo dla dziewczyn „Filipinka” skończyłoby w tym roku 60 lat. Od dawna nie ma go na rynku, ale co najmniej trzy pokolenia kobiet wspominają „Filipinkę” z nostalgią. Była prawdziwą przyjaciółką, doradzała, polecała, namawiała i przestrzegała. Także w kwestiach zdrowia i urody. A jak doradzała?

Kiedy przeglądam teraz stare roczniki, czuję się tak, jakbym sięgnęła co najmniej do XIX- wiecznych pism dla kobiet. My, dzisiejsze klientki drogerii, salonów kosmetycznych, galerii handlowych i małych sklepików mamy po prostu rajskie życie. Powspominajmy zatem, żebyśmy mogły się w tym przekonaniu utwierdzić.
Przede wszystkim trzeba było namawiać czytelniczki, żeby… się myły. W 1957 roku była to najważniejsza porada rubryki kosmetycznej:
„O konieczności przestrzegania higieny, o tym, że bez wody nie ma urody, że mydło i woda to podstawowe kosmetyki pisane było w tym miejscu wielokrotnie. Tym razem jednak bijemy na alarm. Nikt nie ma do was pretensji, jeśli przypudrujecie sobie nos, czy przy jakiejś okazji wizytowej przeciągniecie usta pomadką. Zanim jednak sięgniecie po puder – odpowiedzcie sobie na to pytanie, czy z wygodnictwa, lenistwa lub z innych niechlubnych względów, nie zaniedbałyście przypadkiem tych podstawowych spraw, które wchodzą w zakres dbania o siebie”.
Dziesięć lat później porada ma się nadal całkiem dobrze:
„Woda i mydło to najlepsze środki odświeżające, niepotrzebny będzie ani Poemat ani Marzenie (ogólnie dostępne perfumy w tamtym czasie – przypis AM), jeśli przed zabawą umyje się od stóp do głowy. Najlepiej będzie, jeśli kupisz sobie zwykłą, potrójną wodę kolońską. Perfumy pozostawmy starszym do dużych, balowych toalet.
Ale za to mycie włosów zbyt często było wręcz naganne i zakazane. W latach 50. Pojawia się w „Filipince” „Terminarz mycia włosów”!
„Raz na tydzień, gdy ma się włosy tłuste, raz na 8–9 dni – normalne, jeden raz w tygodniu, gdy ma się suche. Mydło do mycia włosów może być zwykłe toaletowe lub półtoaletowe. Jedynie w przypadku nadmiernego przetłuszczania można stosować mydła lecznicze: siarkowe lub dziegdziowe. Najlepiej jest przygotować do mycia roztwór mydła w postaci piany (1/4 kostki mydła ustrugać do garnuszka z wodą, podgrzewać mieszając, aż się mydło rozpuści i wytworzy mydliny”.
Jeszcze w 1984 „Filipinka” radziła:”Nawet najbardziej brudzące się włosy trzeba myć raz na 10 dni”.
Doskonale pamiętam tę udrękę. Zakaz częstego mycia głowy wypijałyśmy z mlekiem matek i babek. Powtarzały nam, że najlepiej doprowadzić je do takiego stany przetłuszczenia, że zwisały w strąkach, bo potem, podobno, już będzie tylko lepiej. Nie było. Pamiętam, jak wyglądałyśmy w liceum – w granatowych, paskudnych fartuchach z podszewki i z tłustymi, ulizanymi włosami i pryszczami na brodzie, które próbowałyśmy wyciskać ekierką. No po prostu dramat, tragedia, masakra. Włosy myło się w sobotę przed prywatką albo randką i nigdy, przenigdy nie złamałybyśmy tego zakazu. No jak można to było zrobić swojej własnej mamie! Tabu.
Drugą zmorą naszego życia był trądzik. Porada, że minie po ślubie, jakoś niespecjalnie nas przekonywała. Poza spirytusem salicylowym i płynem zwany acnosanem nie było w drogeriach nic, co mogło poprawić nasze samopoczucie. Zwłaszcza, że „Filipinka” grzmiała w 1979 roku:
„Trądzik pojawia się zarówno u dziewcząt jak i chłopców w okresie pokwitania. Jest to okres o tyle niefortunny, że zbytnie zainteresowanie swoim wyglądem i urodą, zbyt częste zerkanie do lutra budzi sprzeciw dorosłego otoczenia i posądzenia o nadmierną kokieterię”.
Kremy też były zakazane i „Filipinka” grzmi:
„A któż ci poradził stosować krem przy tłustej cerze?” (1984)
Najgorzej jednak było z poradnictwem dotyczącym makijażu, bo i w tym przypadku czytelniczka nie znajdywała wsparcia w redaktorkach.
F. jest bardzo restrykcyjna. „Przykro nam, ale nie zamieścimy w F. opisu malowania oczu. Uważamy, że umalowane oczy nie zdobią, a wręcz przeciwnie – wyglądają śmiesznie przy młodej twarzy. (1966) Pamiętajmy, że ze sztucznymi rzęsami częściej wygląda się dziwnie niż ładnie, że malowanie oczu wyszło już z mody, że zupełnie wystarczy przypudrowanie końca nosa i leciutkie przeciągnięcie końca rzęs patyczkiem posmarowanym odrobiną wazeliny. (1967). Co chciałaś powiedzieć, używając sformułowania makijaż szkolny? Jesteśmy przeciwne malowaniu się do szkoły, dlatego wybacz, że zrezygnujemy z informowania, jakie kosmetyki stosować”. (1984).
Gdy dorosłam, a z wiernej czytelniczki zostałam z biegiem lat, z biegiem dni, redaktorką a potem naczelną „Filipinki”, w której prowadziłam kosmetyczną rubrykę wspólnie z „prawdziwą” kosmetyczką, postanowiłam wszystko odwołać i pobić się w piersi. Wprawdzie nie moje, ale zawsze. Na mojej liście odwołanych porad znalazło się też nadużywanie lampy kwarcowej, szkodliwość okularów przeciwsłonecznych i mycie zębów mydłem. No, ale to już było w stanie wojennym, gdy pasta stała się rarytasem.

Autorka była redaktorką naczelną kultowego dwutygodnika dla dziewczyn „Filipinka”, współredaktorką – razem z dyplomowaną kosmetyczką, Teresą Geyer – filipinkowej rubryki „Salon kosmetyczny” , na podstawie której powstała też książka pod tym samym tytułem.

« »

Copyrights by Iwona Kmita. Theme by Piotr Kmita - UI/UX Designer Warszawa based on theme by Anders Norén