Iwona Kmita

Matka, żona, redaktorka.

Szanowny pracodawco, czekam na odpowiedź

Czy odpowiadacie na wszystkie e-maile, które otrzymujecie? Ja tak. Jednak większość osób tego nie robi.

Ostatnio napisałam sporo e-maili dotyczących nawiązania współpracy dziennikarsko-redaktorskiej. Były wśród nich także maile w odpowiedzi na ogłoszenie. Dostałam tylko jedną odpowiedź (na ok. 10 maili) – automatyczną informację o tym, że tym razem moja aplikacja nie została przyjęta. Pisałam także do konkretnych osób, które kierują firmą, zajmują się rekrutacją, o których słyszałam, że poszukują współpracowników, albo do takich, które zostawiają adres mailowy na oficjalnej stronie i zachęcają do zadawania pytań, pisania e-maili w różnych sprawach.

W odpowiedzi cisza

Żadna z osób, do których napisałam nie wysiliła się na jakąkolwiek odpowiedź. Choćby na krótkie: nie szukam obecnie współpracowników. Zaskoczyło mnie to, bo sama mam inne doświadczenia.
Przez wiele lat byłam szefową i zawsze się starałam odpisywać osobom, które zwracały się do mnie w sprawie nawiązania współpracy, często dołączając cv i list motywacyjny. Mogło się zdarzyć, że czasem trochę trwało nim znalazłam czas na napisanie odpowiedzi, ale ją pisałam. A z pewnością w większości przypadków. Przecież za każdym e-mailem jest człowiek, który ma problem, czeka na odpowiedź, zależy mu na tym, by nie potraktować jego listu, a więc i jego samego, tak jakby go w ogóle nie było. Który być może z każdym kolejnym listem ma coraz mniejszą wiarę w swoje możliwości i umiejętności.
Dziś jeszcze łatwiej wczuć mi się w sytuację tych osób, bo na własnej skórze doświadczyłam, co znaczy, gdy ktoś cię lekceważy. Bo moim zdaniem brak odpowiedzi na służbowe zapytanie świadczy o braku szacunku do osoby, która napisała. Tak, wiem, co mogę usłyszeć – wszyscy gonią w piętkę, brakuje im czasu, a już zwłaszcza na to, by odpowiadać osobom, których się nie zna. Jednak jakieś zasady chyba obowiązują. Poczytałam trochę na temat tzw. netykiety i upewniłam się, że na służbowy e-mail z pytaniem, prośbą powinna być udzielona odpowiedź (sugeruje się, że w ciągu 48 godzin). Tak, jak kiedyś odpowiadało się na tradycyjne listy. Czy to naprawdę jest takie trudne? Kierownicy, wierzcie mi, każda odpowiedź na maila jest lepsza niż brak odpowiedzi.

Może urządzić „szoł”?

Jakiś czas temu na popularnym portalu służącym do nawiązywania kontaktów zawodowych, a także umożliwiającym znalezienie pracy młody mężczyzna zamieścił nagranie, na którym zwracał się do potencjalnych pracodawców. Zapewniał o swojej uczciwości, lojalności, o tym, że chętnie się nauczy nowych rzeczy. O ile dobrze pamiętam nie było tam konkretów, informacji o doświadczeniu czy umiejętnościach. A jednak odpowiedzi posypały się lawinowo. Zapraszano tego pana na spotkania, gratulowano pomysłu, oferowano pracę. Nie wiem, czy ostatecznie ją znalazł, bardziej mnie zastanowiło, czemu ten film uznano za tak ciekawą formę autoprezentacji. Fakt – chłopak zadał sobie nieco trudu, i trochę o sobie opowiedział do kamery. Miał pomysł – to prawda. Jednak prócz tego, że dobrze wyglądał i w miarę płynnie mówił, niewiele się o nim dowiedziałam. A jednak potencjalni pracodawcy zaczęli zawody, by pozyskać tego pracownika. Dla mnie wniosek jest oczywisty – trzeba „stanąć na głowie”, żeby cię zauważyli.

Kosmos jest pełen naszych maili

Niestety, jestem w tej przeważającej pewnie grupie osób, które nie potrafią urządzać widowiska ze sobą w roli głównej.  Które wciąż uważają, że umiejętności są ważniejsze od niestandardowej autoprezentacji. Nie będę wymyślać, czym by tu zaskoczyć potencjalnego zleceniodawcę (pracodawcę) bo moim zdaniem jest to zwyczajnie przerost formy nad treścią.
Może powinnam natomiast zmienić nieco swoje cv, nie „chwalić się” zawodową przeszłością. Odniosłam bowiem wrażenie, poparte doświadczeniem innych osób, że im większe dokonania ma kandydat, im więcej było stanowisk, na których się sprawdził, zwłaszcza kierowniczych,  tym mniejszą ma szansę na odpowiedź i zatrudnienie. Czyżby w grę wchodziła obawa o własny stołek, o to, by obok nie pojawiła się konkurencja, o niechęć do osób z innej półki wiekowej? Czyli co, nie pisać kim się było, co się robiło? I kiedy to było? Przecież w końcu i tak się wyda.
Cóż, nie zniechęcam się. Może kiedyś jednak któryś z potencjalnych pracodawców wykaże się empatią i odpowie na e-mail, czekam nawet na odmowę. No bo chyba moje aplikacje nie poleciały w kosmos.

«

Copyrights by Iwona Kmita. Theme by Piotr Kmita - UI/UX Designer Warszawa based on theme by Anders Norén