Iwona Kmita

Matka, żona, redaktorka.

O mądrej adopcji słów kilka

Odkąd zostałam adopcyjną psią mamą mnóstwo czasu poświęcam szukaniu informacji, jak postępować z moim pieskiem, by szybko poczuł się szczęśliwy w nowym domu.

Dzięki dziewczynom ze Stowarzyszenia Przyjaciół Zwierząt „Animals” z Ostrowca Św., które uratowały przed schroniskiem naszą Nelę, poznałam wspaniałą przyjaciółkę i opiekunkę psów Basię Mińską, która sama ma dwa adoptowane psiaki, ponadto wie mnóstwo o zachowaniu psów i o tym, jak je wychowywać, by były szczęśliwe. Poprosiłam Basię, by napisała na mój blog tekst o tym, jak postępować z adoptowanym psiakiem, by szybko się zaaklimatyzował w naszym domu.

Zapraszam, przeczytajcie, a jeśli szukacie więcej informacji, zajrzyjcie na blog Basi – tutaj

Decyzja o adopcji psa jest najczęściej przemyślana. Zwykle zanim jeszcze sprowadzimy do domu nowego, czworonożnego członka rodziny, zadbamy o niezbędne wyposażenie – miski, legowisko, smycz, szelki i zabawki. To jednak są tylko rzeczy, pies potrzebuje więcej do szczęścia.

Adopcja z perspektywy psa wiąże się ze zmianą miejsca, a z tym zawsze łączy się stres, nawet jeśli zwierzę wcześniej przebywało w koszmarnych warunkach, a teraz trafia do wspaniałego domu. Na pewno szczeniaki dużo lepiej znoszą adopcję niż psy dorosłe, zwłaszcza, jeśli te drugie mają za sobą przykre doświadczenia. Jednak my, adopcyjni psi rodzice, mamy sporo możliwości, by zminimalizować ich stres i pomóc szybciej się zaaklimatyzować.

Jedną z najważniejszych rzeczy jest czas.

Musimy pozwolić psu oswoić się z tą wielką zmianą w jego własnym tempie. Na rynku dostępne są obroże uspokajające lub dyfuzory do gniazdek, które pomagają psu się rozluźnić. Taki dyfuzor można włożyć do kontaktu na kilka dni przed pojawieniem się psa w domu, dzięki czemu lepiej poczuje się on w nowym miejscu (należy jednak zaznaczyć, że nie wszystkie psy reagują na dyfuzory i obroże uspokajające). Psy, podobnie jak ludzie, reagują na olejki eteryczne, więc pomóc też może działający odprężająco olejek lawendowy dodany do kominka zapachowego. Trzeba jednak pamiętać, że psi nos ma 60 razy więcej receptorów węchowych niż nasz, więc czuje zapach dużo bardziej intensywnie, zatem nie skrapiajmy olejkiem posłania ani zabawek nowego domownika! Wystarczy, że w powietrzu będzie unosił się delikatny aromat lawendy. Po wprowadzeniu psa do nowego domu dajmy mu czas na obwąchanie całego lokum. Jednak nie chodźmy za nim, nie podglądajmy ciągle, co robi, zostawmy go w spokoju, niech zwiedza sam, na własną łapę. Może zdarzyć się tak, że w nowym miejscu będzie chciał się ukryć. Pozwólmy mu na to, nie wyciągajmy go na siłę, dajmy mu spokój. Po godzinie, dwóch możemy spróbować wywabić go smakołykami, ale jeśli nie będzie miał ochoty, uszanujmy to.

Przez kilka pierwszych tygodni trzeba rozsądnie dawkować psu nowe bodźce.

Nie zapraszajmy od razu całej rodziny, aby poznała nowego domownika – duża grupa ludzi może przestraszyć psa. Szczególnie nadzorujmy jego kontakty z dziećmi – mają one tendencję do przytulania psów; ta skłonność charakterystyczna jest dla ludzi, psy w naturze nie przytulają się i takie zachowanie może wywołać u nich agresję, zresztą jak najbardziej usprawiedliwioną – będą po prostu próbowały się obronić przed tym, co postrzegają jako formę ataku. 

Bardzo ważne jest też odpowiednie zapoznawanie psa z innymi psami,

szczególnie należącymi do rodziny. Zawsze róbmy to na neutralnym gruncie, najlepiej na spacerze, nigdy nie wprowadzajmy obcego psa od razu do mieszkania. Dobrze, aby oba zwierzaki były na luźnych smyczach (odradzam smycze typu „flexi”), tzn. aby opiekunowie nie napinali ich, bo to często wywołuje zdenerwowanie i dyskomfort u psa i może prowadzić do konfliktu z kolegą. 

Często pieski, które adoptujemy, nie są nauczone podstawowych rzeczy.

I tu musimy wykazać się wielką cierpliwością (zresztą to samo dotyczy wszystkich psów – adoptowanych i z hodowli, dorosłych i szczeniaków). Nie krzyczymy! Pamiętajmy, że dopiero musimy nauczyć się komunikacji z psem, czytania go. Pies nie rodzi się z umiejętnością rozumienia tego, czego od niego chcemy. Musimy go tego nauczyć. Krzykiem nic nie wskóramy, możemy jedynie zrazić do siebie zwierzaka. A przecież chcemy zbudować z nim dobrą, głęboką więź opartą na zaufaniu, a nie na strachu. Jeżeli nie wiemy, jak to osiągnąć, nie szukajmy rozwiązań na własną rękę, skonsultujmy się z fachowcem: behawiorystą, szkoleniowcem, weterynarzem. Polecam też książki napisane przez doświadczonych behawiorystów, taki jak : Patricia McConnell, Stanley Coren, Alexandra Horowitz, Victoria Stillwell. Można się z nich wiele dowiedzieć i nauczyć.

«

Copyrights by Iwona Kmita. Theme by Piotr Kmita - UI/UX Designer Warszawa based on theme by Anders Norén