Iwona Kmita

Matka, żona, redaktorka.

Nie wiem, o co ci chodzi Adrianie

Uparł się, żeby mnie zawsze zaskoczyć, wzbudzić emocje, zadziwić, czasem oburzyć. I po co właściwie? Po to, żebym poszła do sklepu i kupiła…. rajstopy?!

O reklamach rajstop i pończoch marki Adrian zawsze dużo się mówi. Są wyraziste, mocne, intrygujące. Czasami ich przekaz jest wart poparcia, czasem – wątpliwy. Rajstopy reklamowała już kobieta po mastektomii, kobieta na wózku inwalidzkim, była już alkoholiczka, transseksualistka… Była piękna dziewczyna wspierająca się o… nagrobek na cmentarzu. Widzieliśmy atrakcyjną kobietę w rozmiarze XL, były aktorki z popularnej sztuki „Klimakterium”. Był nawet mężczyzna, zachęcający do rajtuz dla brzydszej płci.

– Jeżeli choć jedna kobieta po mastektomii, dzięki naszej kampanii poczuje się lepsza, piękniejsza i bardziej wartościowa, to będzie nasz sukces – mówili przedstawiciele firmy.

Bo „Adrian kocha wszystkie kobiety” – takie jest przesłanie kampanii reklamowych tej marki.
Zatem sukcesem będzie, gdy lepiej poczuje się choć jedna dziewczyna na wózku, choć jedna uzależniona od alkoholu, choć jedna transseksualistka, choć jedna otyła. W porządku. Jaki natomiast przekaz miała reklama, na której piękność w pozie niedbałej wspierała się o nagrobek? Albo facet w rajtuzach? Albo aktorki po 50.? Że co, że mogą być szczęśliwe niezależnie od wieku?
Do tego, by w to uwierzyć potrzebne są rajstopy?
Bilbordy, moim zdaniem, miały jedynie wywołać burze, dyskusję i spowodować zainteresowanie produktem. Czyli zwiększyć jego sprzedaż. Nie ma w tym nic złego, każda reklama ma takie zadanie. Pod warunkiem jednak, że przy okazji nie dorabia się ideologii i nie usiłuje się nam wmówić, że przesłanie ma dużo większą wagę niż myślimy. Bo to po prostu jest nieuczciwe. Reklama ma prawo wywoływać emocje, ale nie powinna grać na emocjach, zwłaszcza tych trudnych, skrywanych.
Poruszyła mnie najnowsza reklama i to ona skłoniła mnie do napisania tego postu. Na bilbordzie widzimy maleńką, dziwną kobietkę, która wypowiada jeszcze dziwniejsze słowa: „Jestem najmniejszą kobietą świata. Czy nie miałam prawa się urodzić?”


To Jyoti Amge. Hinduska urodzona w 1993 roku. Ta najniższa kobieta świata ma zaledwie 62,8 cm wzrostu i waży niewiele ponad 5 kg. Cierpi na achondroplazję – wrodzoną chorobę powodującą zaburzenie rozwoju niektórych kości  i karłowatość.
A więc o co chodzi? Czy kupując te rajstopy przyznaję, że jest ona piękną kobietą, taką jak inne? A może raczej wygłaszam deklarację polityczną? Może zastanawiam się, czy gdyby zrobiono badania prenatalne i odkryto wady genetyczne płodu Jyoti mogłaby się nie urodzić? Bo tak rozumiem pytanie bohaterki. I nie zamierzam na nie odpowiadać. Nie w takim kontekście. Nie przy okazji kupowania bielizny. To nie jest moment na rozmowę o aborcji, badaniach płodu, na szukanie rozwiązań trudnych problemów. Wolałabym, żeby Adrian opowiedział mi coś na temat swoich rajstop, np. czy są trwałe. Zresztą, szczerze mówiąc,  i tak nie mam ochoty ich kupować. Bo taka ze mnie przekorna osoba.
Pod tym linkiem możecie zobaczyć kilka reklam Adriana: klik

A może przesadzam, może każda okazja i każdy temat jest dobry, by sprzedać swoje poglądy, wyrazić przekonania, zająć stanowisko? Jak myślicie?

« »

Copyrights by Iwona Kmita. Theme by Piotr Kmita - UI/UX Designer Warszawa based on theme by Anders Norén