Iwona Kmita

Matka, żona, redaktorka.

I po Świętach!

Wyczekane jak zawsze, jak zawsze przeleciały jak błyskawica. Jakie były?

Mimo, że już nieraz obiecywałam sobie, że za rok to już na pewno nie… i tak uległam tzw. magii Świąt. Planowałam menu, kupowałam wiktuały, gotowałam w dzień i w nocy, sprzątałam. Kupowałam i pakowałam prezenty. I cieszyłam się, że w naszym całkiem średnim M spotka się kilka najbliższych nam osób. Na Wigilii była Mama, Teściowa, przyszła Synowa, Syn, Siostra cioteczna z Synem i oczywiście Mąż. I ja. Najmniej ważna. Ważni byli wszyscy, których gościliśmy.

Było 12 potraw, były kolędy, te głośniejsze z płyty, te ciche – mruczane pod nosem, bo śpiewacy z nas średni. Były prezenty, były rozmowy przy stole. Dużo rozmów. Była piękna choineczka, a nawet dwie, i inne kolorowe światełka. Były spacery z czworonożnym gościem – ukochaną sunią syna i jego narzeczonej o wdzięcznym imieniu Tekila. Oczywiście imieniu suni, nie narzeczonej 😉

 

 

Idealny obrazek, prawda? Taki sam, jak w większości domów. Tyle, że moja Wigilia i Święta przebiegały non stop na najwyższych obrotach. Zarówno Mama, jak i Teściowa są gośćmi przyjezdnymi, tak więc na naszych 63 mkw cztery dorosłe osoby, w tym dwie mocno starsze panie (z własnymi przyzwyczajeniami, wyobrażeniami i poglądami), musiały znosić siebie na okrągło. Od poniedziałku do czwartku. Nasz niewielki salonik był wciąż okupowany. Zmywarka w kuchni pracowała na okrągło (całe szczęście, że jest!). Przeszłam kolejny już kurs (to nie pierwsze takie święta) całodobowej pełnej obsługi gości. Nie było gdzie odpocząć, posiedzieć samemu, w ciszy, pomyśleć… Żeby wszystkich wygodnie położyć spać, musieliśmy z mężem podzielić się naszą sypialnią.

I chociaż wciąż cieszę się tym „idealnym obrazkiem”, to prawdę mówiąc zastanawiam się, czy naprawdę trzy świąteczne dni warte są zmęczenia, napięcia, niedosypiania. Dostosowywania się do oczekiwań gości, czasem znoszenia ich humorów. Uważaniu na to, co mówię, ukrywaniu własnego zdania, bo przecież nie wypada zrobić gościowi przykrości…, znoszenia na ekranie nie tej stacji, co zwykle, itd, itp… Czy naprawdę muszę? A co z MOIMI Świętami?

Piszę te słowa w piątek, gdy goście wyjechali (aż chce się napisać – wreszcie), a ja odpoczywam. Naprawdę byłam i jestem jeszcze strasznie zmęczona. Jednak nie wyobrażam sobie, by nasze mamy spędzały święta same. Jeżdżenie do jednej i drugiej już przerabialiśmy. Całe Święta w drodze to jeszcze gorsze rozwiązanie. Babcie są coraz starsze, nikt nie wie, ile jeszcze Świąt wspólnych przed nami. I właśnie z tego powodu co roku się mobilizuję. Tyle że i ja co roku jestem starsza i chyba już za stara na takie eksperymenty. Obiecuję sobie jak zwykle, że za rok jakoś inaczej to zorganizuję. Tylko jak? Macie pomysł?

Za rok, jak znam siebie, będzie pewnie tak samo. Oby tylko wszyscy byli zdrowi. A jakie są Wasze poświąteczne refleksje?

Na koniec piękna Tekila

 

« »

Copyrights by Iwona Kmita. Theme by Piotr Kmita - UI/UX Designer Warszawa based on theme by Anders Norén