Iwona Kmita

Matka, żona, redaktorka.

Co mi w duszy gra

Mam w głowie mętlik, tyle się dzieje, że trudno zachować spokój i jasność myślenia.

* Zbliża się 11 listopada. Jedno ze świąt, które powinno być bardzo radosne. Gdy powinniśmy być wszyscy razem i cieszyć się, że nasz kraj 98 lat temu wrócił na mapy. Tymczasem słyszę, że w samej Warszawie szykuje się 17 demonstracji. Każda przeciwna każdej. Czy będzie spokojnie, bezpiecznie? Czy powinnam iść na którąś z nich? Czuję, że tak, ale też czuję, że wtedy wbrew sobie zostanę wplątana w czystą politykę. Bo udział w każdej z demonstracji to dziś deklaracja polityczna za czymś, a raczej przeciwko czemuś. Kilka razy już maszerowałam, jak sądziłam, w dobrej sprawie. Jednak szybko do społecznego zrywu dołączyli politycy. Tak, wiem, że bez ich udziału, bez nagłośnienia, bez budowania struktur ruchu w całym kraju nie da się skutecznie zademonstrować swojego sprzeciwu. A jednak coś mnie uwiera…

* Akurat wtedy, gdy trwa dyskusja na temat zaostrzenia ustawy aborcyjnej, akurat wtedy, gdy rządzący z przekonaniem opowiadają się za życiem, każdym, nawet tym, które ma przyjść na świat tylko po to, by umrzeć, akurat wtedy, gdy sumą 4 tys. zł chce się zachęcać kobiety, by rodziły nieuleczalnie chore dzieci – akurat wtedy w szpitalu w Starachowicach kobieta pozostawiona sama sobie, na podłodze, miedzy łóżkami rodzi martwe dziecko. Tak, to zbieg okoliczności, ale jakże znamienny. Zaniechanie, niekompetencja – takie określenia słyszę w kontekście tego zdarzenia. Z pewnością. Ale coś jeszcze. To jest groźna rutyna, nieliczenie się z innymi ludźmi, zamknięcie na ich potrzeby, lekceważenie. Zawiedli ludzie. I to ci, którym powinniśmy ufać, wierzyć, że zrobią wszystko, by nam pomóc. Żadna ustawa nie ureguluje naszego człowieczeństwa. Ci ludzie zostali ukarani, ośmioro straciło pracę, sprawą zajęła się także prokuratura. Słusznie, ale to mnie wcale nie pociesza…

* Za kilka dni odbędzie się ekshumacja pary prezydenckiej, ofiar katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem. Rodzina śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, jak rozumiem, chce tego. Ma prawo. Ale czemu bliscy pozostałych ofiar muszą po raz kolejny przeżywać traumę? Na zdrowy rozum – czy nie wystarczy wykonać badań szczątków tych osób, których krewni wyrażają na to zgodę? Jeśli doszło do wybuchu, to na ciałach wszystkich pasażerów samolotu będą ślady. Czemu zatem znów muszą cierpieć ci, którzy chcieliby już żyć w spokoju, nie rozdrapywać ciągle niezagojonych ran? Po co ta determinacja? Czy chodzi o to, żeby pokazać nam wszystkim, jak silna jest obecna władza? Czy chodzi o to, by upokorzyć niepokornych? Decydenci czują się tak bardzo pewni, że nie liczą się już z niczyim głosem, z żadnymi autorytetami. Oprócz jednego, który dla wielu przestał lub nigdy nie był autorytetem.

* Prezes PiS wychodzi z sali sejmowej, gdy posłowie zamierzają złożyć hołd zmarłemu Andrzejowi Wajdzie. Nasi senatorowie nie wyrażają zgody, by przyszły rok był rokiem Bolesława Leśmiana. Po Unii Europejskiej Komitet Praw Człowieka przy ONZ wyraża zaniepokojenie sporem wokół Trybunału Konstytucyjnego, dostępnością do legalnej aborcji, przestrzeganiem wolności słowa w Polsce. W jakim kraju obudzę się jutro?

« »

Copyrights by Iwona Kmita. Theme by Piotr Kmita - UI/UX Designer Warszawa based on theme by Anders Norén